Slide1 backgroundSlide1 background
Slide1 backgroundSlide1 background
Slide1 backgroundSlide1 background
Slide1 backgroundSlide1 background
Slide1 backgroundSlide1 background
Slide1 backgroundSlide1 background
Slide1 backgroundSlide1 background
Slide1 backgroundSlide1 background
Slide1 backgroundSlide1 background
Slide1 backgroundSlide1 background

February Red – wczoraj i dziś

February Red – wczoraj i dziś

 Autor: Wojciech Węglarski

 

            Niedawno sygnalizowałem o pokręconych losach starej irlandzkiej (a może brytyjskiej?) muszki mającej naśladować małe widelniczki rojące się w przedwiosennym okresie luty-kwiecień. Już w latach 30-tych XX wieku jej wzór był prezentowany w brytyjskich katalogach firmowych (np. Hardy Bros Ltd.).

Chyba w oparciu o tę podstawę, we wspominanej już nieraz przeze mnie Normie Zakładowej Spółdzielni Pracy Sportowego Sprzętu Wędkarskiego w Krakowie znalazł się opis muszki pod nazwą February Fly – podaję in extenso:

„Odwłok – wełna buraczkowa

Skrzydełko – ogon kuropatwy nakrapiany, lub ogon bażanta

Jeżynka – siwy, ciemny kogut

Wielkość haczyka – 8-12”

Chciałoby się krzyknąć: Ależ to prawie March Brown and Claret, (lub jak kto woli – Claret March Brown). O tym będzie jednak nieco później.

Wizerunki tej „spółdzielczej” muszki przedstawiam poniżej.

 

 

 

Natomiast receptura tej mokrej muszki w słynnym i wiarygodnym „Fly Dressers’ Guide, 1968” J. Veniarda, przedstawia się tak:

Tułów – od tyłu: 2/3 mohair czerwonawy claret, 1/3 jasny brąz

Jeżynka – kogut, ciemny grizzly

Skrzydełka – lotka kury bażanta

Jej wygląd pokazuje poniższe zdjęcie.

 

 

Trzymając się nadal źródeł brytyjskich jako najbardziej wiarygodnych, nie sposób nie przytoczyć opinii J.Bucklanda w swoim „The Pocket Guide to Trout & Salmon Flies, 1988”, gdzie przy wizerunku mokrej February Red umieszcza uwagę, że jest to muszka irlandzka, kiedyś nazywana Red Fly lub Old Joan, że nawiązuje do historycznej (1496 !) Dun Fly, no i że jest bardzo podobna do znanej mokrej Partridge and Orange. Niezbyt wyraźna ilustracja wskazuje, iż jest to wzór nawiązujący do przepisu zawartego w Veniardzie.

      Niedawno wpadło mi w ręce dość dokładne opracowanie książkowe pt. „A Guide to River Trout Flies” J. Robertsa , 1995. Choć liczne fotografie muszek prezentują ich niejednokrotnie koszmarnie niechlujne wykonania, za to wszelkie opisy są wyczerpujące i dokładne, stąd wniosek, że  warto jednak oprzeć się na tych skompilowanych wiadomościach. Mnie zainteresowały losy February Red. I co pan Roberts pisze? Otóż słusznie umieszcza ją w wydzielonej grupie widelnic oraz dokładnie rozróżnia suche i mokre wykonania tej muszki. Pomijając zbędne szczegóły dotyczące nazw firm i zakodowanych symboli haczyków, podaję ścisłe receptury muszek.

Zacznijmy od suchej wersji:

Haczyk - #14, (ale lepiej byłoby podać nr wielkości muszki – o tym szerzej pisałem przy innej okazji)

Nić wiodąca – ciemno pomarańczowa, (jakby tak bardzo ważny byłby kolor główki tej malutkiej muszki!)

Tułów – czerwono brązowa foka (substytut)

Skrzydła – końcówki piórek koguta grizzly, położona płasko wzdłuż tułowia

Jeżynka – brązowy lub grizzly, kogut

 

Natomiast jej mokra wersja, to:

Haczyk - #12 – 16, (ale lepiej byłoby podać nr wielkości muszki – o tym szerzej pisałem przy innej okazji)

Nić wiodąca – ciemno pomarańczowa, (jakby tak bardzo ważny byłby kolor główki tej malutkiej muszki!)

Tułów – cienkie nawoje brązowej foki (substytut), mieszanka claret+brąz

Owijka – nić, ciemny brąz

Jeżynka – słonka w 1/3 odległości od oczka, (moja uwaga: jest to malutkie piórko z wierzchniej strony skrzydła słonki)

 

Wizerunki obydwóch wersji tej muszki umieszczam poniżej.

 

 

 

      Tak to więc, w skrócie, ma się rzecz z tą muszką, ale dlaczego utarło się, że obecnie pod nazwą February Red pojawiają się muszki o nieco innym, niż poprzednio opisany, wyglądzie, czego wyraz daję w swojej książce o wykonywaniu sztucznych muszek, (mokra - poz. 72, sucha – poz.270)? Prawdę mówiąc, to nie wiem. Ale wiem natomiast, że muszka ta bardzo przypomina March Brown and Claret, a doświadczeni koledzy-muszkarze bardzo dobrze wiedząc, że pstrągi jakoś szczególnie preferują ubarwienie claret, z powodzeniem i często stosują takie muszki podczas swoich wypraw pstrągowych. Ot i cała tajemnica popularności „nowoczesnej” February Red. Nawiasem mówiąc, czy wyjątkowa łowność poprzednio opisywanej Hofland’s Fancy, (w historycznej wersji zawierającej ten czarodziejski „claret”), to przypadek?

Dla porządku, poniżej pokazuję „aktualne” suche i mokre wersje tej muszki.

 

 

    Oczywiście, jak to zwykle bywa, pojawiało się i pojawia mnóstwo przeróżnych muszek, (w większości mokrych), z tym magicznym ubarwieniem tułowia lub tylko jeżynki. Wiele z nich ma już ma już swoje „uświęcone tradycją” nazwy, ale też wiele nazw nowych konstrukcji, niekoniecznie zresztą z magicznym „claret”, jest owocem pomysłowości ich „wynalazców” – nazw niejednokrotnie dziwacznych, lub po prostu bezsensownych i cudacznych.  Często więc ogarnia mnie pusty śmiech czytając te pseudoangielskie bzdurne wymysły. Spytacie, gdzie to można znaleźć? Ano, zarówno w galeriach muszkarskich, jak i portalach handlowych – że nie wymienię jednych i drugich po imieniu. Zresztą szukajcie sami i śmiejcie się z tego też sami. Ale teraz mamy takie czasy, że np. już nie mamy przedsiębiorcy, a dewelopera, a dom towarowy, to już przezwano marketem - i tak można by przytaczać podobne przykłady w nieskończoność. Nawet wypowiedzi przedszkolaczków już roją się od bzdurnych określeń - przykładowo, że coś tam było „supel” lub „mega” ! Co za ubóstwo wyrażania myśli!  Takiego obecnie języka doczekaliśmy się, ale czy ten kosmopolityczno-korporacyjny bełkot ma wypierać z życia naszą piękną mowę?

 

Inne publikacje autora:


Komentarze

Adam Gierczak
2022-02-08 23:09:48
Nie chcę się wdawać w polemikę, jednak jeśli mucha nie ma ogona i jeżynki z piór kuropatwy, na pewno nie można jej w żaden sposób podciągnąć do nazwijmy to "rodziny" much March Brown. Akurat receptury mokrych March Brown w książce Pana Weglarskiego są naprawdę bardzo dobrze opisane. To, że mucha ma tułów claret i nakrapiane skrzydełka, nie czyni jej moim zdaniem w żaden sposób podobnej do March Brown. A dodać też należy, że fly tying to nie jest Dekalog, jest to materia żywa, która od wieków się rozwija i zmienia, dlatego też moim zdaniem dzisiaj terminem March Brown określa się już nie wzór, a ogólnie typ muchy. Bardzo mi nie pasuje jeżynka grizzly do tego zestwienia kolorów swoją drogą ????
Seba
2022-02-12 21:14:33

Adam, moje zdanie jest takie. Skoro ktoś, kiedyś stworzył(zestaw materiałów, ułożenie skrzydełek, etc) nadał czemuś nazwę( w tym wypadku muszce MB) to stworzył dekalog. Dekalog to fundament, to wartości. Poczytaj artykuł Hansa o Klinkhamer Special, którą stworzył i powiedz mu, że każda podobna jest jego muchą a on pisze nawet o kształcie haczyka jako podstawie. Jestem w tym względzie ortodoksem. Ludzie kupują psy nierasowe i mówią w typie np. owczarka choć powinni kundel. Ładniej brzmi w typie;-) To samo jest z BM. Ogólnie typ muchy tak ale dalej to nie MB. A czy flytying to żywa materia? Tak, ale przestrzegajmy zasad i receptur. Mercedes stuningowany to już nie mercedes. To samochód w typie mercedesa. Pozdrówka SR

Galeria Muchowa- Redakcja
2022-02-04 12:47:27

Warte dodania do artykułu są komentarze z FFF w kwestii występowania tej widelnicy( komentarze zamieszczone za zgodą autorów:

Stanisław Cios: Ta muszka jest jednym z najlepszych przykładów robienia imitacji organizmu: 1. który nie jest zjadany przez ryby (albo jest zjadany rzadko); tym bardziej, że w lutym (nawet w Irlandii) ryby nie wykazują wielkiego entuzjazmu do żerowania powierzchniowego. Bardziej adekwatna byłaby nazwa April Red. 2. którego imitacja ma baaaaardzo luźny związek z oryginałem. Ten oryginał to imago widelnicy Taeniopteryx nebulosa (można podypytać dra google'a, jak ona wygląda). W Polsce widelnica wychodzi z wody już od końca lutego, i niezmiernie rzadko jest zjadana w stadium imago przez ryby do końca marca. U nas lata jeszcze w kwietniu (jest dobrym lotnikiem, w odróżnieniu od większości widelnic) i wtedy czasem ryby mogą się połakomić na nią.

Georg Moskwa: Szczerze mówiac, jescze nigdy swiadomie nie spotkalem sie z ta widelnica. Janek Blachuta spotkal je raz w przyujsciowym odcinku Czernicy do Gwdy, jak masowo wychodzily na snieg na brzegu. Takiego przezycia tylko pozazdroscic. Co do miesiaca, trzeba wziac w uwage, ze klimat w Irlandii jest znacznie lagodniejszy, morski, jak na Pomorzu;

Stanisław Cios: Ja właśnie w dorzeczu Gwdy widziałem najwięcej tych widelnic. Ale też zimą najwięcej czasu spędzałem nad tymi wodami. W połowie kwietnia nad Świdrem czasem pojawiały się liczne latające osobniki. W moich materiałach z innych rzek (np. Wdy i Łupawy) larwy tej widelnicy pojawiały się licznie jesienią w żołądkach lipieni. Więc zapewne na wielu innych wodach jest podobnie. Wiem, że Irlandia ma nieco inny klimat (spędziłem tam 4 lata). Ale mimo wszystko luty to nie jest tam okres jakiegoś wielkiego żerowania powierzchniowego. To środek zimy, choć nieco łagodniejszej, niż u nas. A w dodatku pstrągi są niezbyt długi okres po tarle. Jachu: A jednak okazuje się, że w kraju o dużo chłodniejszym klimacie niż w Irlandii FR bywa dość skuteczna. Mogło ujść uwadze. Jeśli w Finlandii da się nią połowić w marcu/kwietniu, to dlaczego kiedyś w Irlandii nie mogła być skuteczna w lutym? Stanisław Cios: Sytuacja w Finlandii jest inna. Mówimy tu o bystrzynach w środkowej części kraju (np. Ylainenkoski, które omówiłem w mojej książce). Tam wyjście widelnicy następuje w kwietniu, na ogół w pierwszej połowie miesiąca. Wszędzie jest kupa śniegu i lodu. Ale słońce jest już wysoka i temperatura powietrza dochodzi czasem nawet do 10-15 stopni. Pstrągi są w dobrej kondycji, woda jest czyściutka (widoczność na kilka metrów). Tam dopiero w drugiej połowie kwietnia następują roztopy i przed tymi roztopami ryby zaczynają się ruszać (1 maja już jest za późno, bo cały śnieg w zasadzie stopniał, a woda w rzekach jest wysoka). Zarówno pstrągi, jak i lipienie wchodzą na bystrzyny z jezior. To trzeba samemu zobaczyć. Żadne słowa tego nie oddadzą. 8 lat spędziłem w Finlandii, więc wiem, co piszę.

Jachu:

"Epizod" fiński kojarzę, włoski też. Akurat irlandzki nie.
Może czasami niepotrzebnie staramy się przypisać wzór jakiejś muszki do konkretnego owada i
momentu kiedy bywa zjadany przez ryby? W tym konkretnym przypadku do Taeniopteryx nebulosa.
Nie można wykluczyć, że twórca February Red (zwanej wcześniej February Fly) nazwał ją właśnie tak,
bo okazała się łowną właśnie w lutym. Muszka FR kolorystycznie nie przypomina tej widelnicy. Gdyby
miała, to twórca raczej nie powinien mieć większego problemu ze zrobieniem wierniejszej imitacji.

Zaloguj się aby dodać komentarz

Przejdź do logowania